fbpx

Slide

5 niemieckich książek, które powinniście przeczytać.

5 niemieckich książek, które powinniście przeczytać. 150 150 Diana Korzeb

Zapraszam Was na pierwszy post z serii W 80 blogów dookoła świata. To wspólna akcja blogerów piszących o językach i kulturach jednego obszaru językowego. Raz w miesiącu będziemy wszyscy pisać na jeden, wspólny temat, pokazywać to samo zagadnienie z różnych perspektyw. Temat pierwszego wpisu, który wspólnie wybrałyśmy to: 5 książek z kraju X, które powinniście przeczytać.

Książki to bardzo indywidualna sprawa, każdy lubi co innego, dlatego postanowiłam Wam pokazać książki bardzo zróżnicowane tematycznie. Mam nadzieję, że dzięki temu każdy znajdzie coś dla siebie. Nie będą to niemieckie klasyki jak Faust Goethego, czy Blaszany bębenek Grassa, ponieważ są to pozycje, o których już zapewne coś-niecoś słyszeliście, a chciałabym pokazać Wam tytuły mniej znane, również nie zawsze super popularne w Niemczech czy Austrii. Nie wszystkie pozycje przeczytałam w całości, ale o wszystkich coś wiem i mogę je polecić z czystym sumieniem :). Zaczynamy!

1. Stefan Zweig. Marie Antoinette.

Polski tytuł: Maria Antonina.

Dla kogo: dla wielbicieli biografii i historii

Dlaczego polecam:

Była to jedna z książek polecana przez naszego pana profesora od Historii Niemiec. W ramach przygotowania do egzaminu, oprócz opanowania materiału mieliśmy dodatkowo przeczytać kilka książek tego typu. Pamiętam, że bardzo się w tę biografię wciągnęłam i nabrałam ogromnej ochoty na przeczytanie innej pozycji tego autora, czyli Marii Stuart.

Treść:
Krótko mówiąc biografia Marii Antoniny. Nie jest to podobno najlepsza książka Stefana Zweiga, ale mi się dosyć podobała, bo w takiej formie dużo łatwiej i przyjemniej przyswoić sobie historię.

2. Tilmann Bünz. Wer die Kälte liebt: Skandinavien für Anfänger.

Polski tytuł: Kraina zimnolubów. Skandynawia dla początkujących.

Dla kogo: ludzie ciekawi świata, wielbiciele Skandynawii

Pozostałe tomy serii: Wer das Weite sucht. Skandinavien für Fortgeschrittene.

Dlaczego polecam:

Bardzo lubię literaturę podróżniczą i książki poświęcone poszczególnym krajom; mam nawet całą półkę pełną pozycji tego typu: Cejrowski, Kapuściński, Szczygieł czy Paulina Wilk. Kiedyś kupiłam Krainę zimnolubów, bo niewiele wiem o Szwecji czy Finlandii, a Skandynawia zaczęła mnie bardzo interesować. Okazało się, że książka jest bardzo ciekawa, ale wydawała mi się niezgrabnie przetłumaczona, więc postanowiłam przeczytać oryginał. Na niemieckim Amazonie znalazłam tę książkę i voilà: w moich zbiorach mam teraz 2 wersje, niemiecką u siebie, a polską w rodzinnym domu.

Treść:

Z tego co się orientuję to w Niemczech nie istnieje za bardzo coś takiego jak literatura podróżnicza. Jest za to trochę książek napisanych przez korespondentów telewizyjnych i radiowych. Tilmann Bünz pochodzi z Hamburga i przez pięć lat był korespondentem niemieckiej telewizji ARD. Zbierał informacje i ciekawostki z całej Skandynawii. W jego książce możecie przeczytać np o fińskim bibliobusie, który jest biblioteką na kółkach i zanosi słowo pisane w dalekie rejony Finlandii. Książka jest najeżona takimi ciekawostkami i gorąco polecam ją wszystkim ciekawskim jajom ;). TUTAJ znajdziecie spis treści  oraz kawałek jednego z rozdziałów. W trakcie szukania informacji do tej notki dowiedziałam się, że ukazała się druga część Wer das Weite sucht. Skandinavien für Fortgeschrittene. Do zapoznania się TUTAJ.

3. Stefanie Zweig. Nirgendwo in Afrika.

Polski tytuł: Nigdzie w Afryce.

Dla kogo: dla wielbicieli powieści obyczajowych

Pozostałe tomy serii: Irgendwo in Deutschland.

Dlaczego polecam:

Przyznam szczerze, że najpierw trafiłam na film przypadkiem w TV. Niestety udało mi się obejrzeć tylko połowę, więc później postanowiłam poszukać więcej informacji w internecie i okazało się, że a) film jest na podstawie książki, b) film dostał w 2003 roku Oskara za Najlepszy film nieanglojęzyczny. Film jeszcze kiedyś z chęcią obejrzę, a książkę zamówiłam razem z Wer die Kälte liebt i zapłaciłam za nią (razem z drugą częścią Irgendwo in Deutschland.) zawrotną sumę 0,01 € (+ przesyłka)!

Treść:

W książce poznajemy losy żydowskiej rodziny Redlich, która w 1938 roku ucieka przed nazistami do Kenii. Walter Redlich pracuje jako zarządca na farmie. Jego żona nie może się przyzwyczaić do nowego miejsca, za to córka Regina czuje się w Kenii doskonale. Uczy się języka i zaprzyjaźnia się z kucharzem Owuorem.

4. Kerstin Gier. Rubinrot.

Polski tytuł: Czerwień rubinu

Dla kogo: nastolatki, wielbiciele lekkiego fantasy

Pozostałe tomy serii: Saphirblau,  Smaragdgrün

Dlaczego polecam:

Teraz coś dla nastolatek. Przyznam szczerze, że straszna ze mnie sroka i uwielbiam ładne okładki. Dobrze zrobiona okładka zawsze mnie przyciągnie do książki, szczególnie jeśli nie znam ani autora, ani tytułu. Trylogia Liebe geht durch alle Zeiten przykuła moją uwagę swoimi okładkami właśnie: RubinrotSaphirblau i Smaragdgrün . Byłam w księgarni Osiander i tam przez długi czas cała seria była na wystawce, ale jakoś zawsze znalazło się coś ciekawszego. W końcu w zeszłym roku na polskich stronach i blogach książkowych mignęło mi kilka razy polskie tłumaczenie, które też ma fajne okładki: Czerwień rubinuBłękit szafiru i Zieleń szmaragdu. Wszystkie tomy czytałam jednak na moim Kindlu, co też miało swój urok i tę zaletę, że mogłam sobie pozaznaczać ciekawe wyrazy i wyrażenia.
Rubinrot jest normalną książką, więc językowo jest dosyć trudna, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę młodzieżowy język i sporo anglicyzmów. Historia jest ciekawa, ale niezbyt wymagająca. Niedawno oglądałam ekranizację Czerwieni rubinu i recenzja filmu na pewno pojawi się na blogu.

Treść:

Gwendolyn Shepherd jest szesnastoletnią, przeciętną nastolatką mieszkającą w Londynie. W jej rodzinie istnieje pewien szczególny gen, dzięki któremu dana osoba może podróżować w czasie. W pokoleniu Gwen posiadaczką tego genu ma być jej kuzynka Charlotte. Jednak to Gwenny ma dziwne zawroty głowy i pewnego dnia cofa się w czasie. Tajemnica, przygoda i wątek miłosny – oto co Was czeka, jeśli zdecydujecie się na lekturę tej trylogii.

5. Elias Canetti. Die gerettete Zunge: Geschichte einer Jugend.

Polski tytuł: Ocalony język. Historia pewnej młodości.

Dla kogo: dla wielbicieli autobiografii i soczystych, ciekawych osobowości

Dlaczego polecam:
Na studiach omawialiśmy Die Blendung (pol. Auto da fé) i książka była w moim odczuciu dosyć ciężka w odbiorze. Mogło to wynikać z faktu, że wtedy czytało mi się bardzo ciężko po niemiecku, a do tego trzeba było książki po niemiecku omawiać. Z resztą w moim przypadku jest ogromna różnica między czytaniem dla przyjemności, a czytaniem na zajęcia. Na studiach co roku mieliśmy tzw readera czyli tekst, który mieliśmy za zadanie opracować samodzielnie podczas całego roku akademickiego. Pojawiał się jako jedno z zadań na końcowym egzaminie z praktycznej nauki języka niemieckiego (PNJN). Lekko się przeraziłam jak zobaczyłam fragmenty Die gerettete Zunge Canettiego, bo właśnie nie miałam najlepszych wspomnień po jego poprzedniej książce. Na szczęście Język… okazał się wciągający i bardzo żałowałam, że nie udało mi się przeczytać całości. Mam nadzieję, że niedługo uda mi się nadrobić zaległości!
Treść:
Die gerettete Zunge to autobiografia. Jak to w tego typu książkach bywa poznajemy (wczesne) losy Eliasa Canettiego, na jego życie miało wpływ kilka kultur, noblista posługiwał się kilkoma językami. Nie chcę zdradzać żadnych szczegółów, żeby nie popsuć Wam i sobie przyjemności czytania ;).

Spodobał Ci się ten wpis? Polub zatem mojego bloga na Facebooku i obserwuj go na Bloglovin!

Jak Wam się podoba nasza akcja? Zajrzyjcie na zaprzyjaźnione blogi:

i poczytajcie, jakie książki polecają inne dziewczyny.

Jeśli prowadzisz bloga językowego lub o kulturze jednego kraju/obszaru językowego i masz ochotę dołączyć do naszej akcji, to serdecznie zapraszamy! TUTAJ znajdziesz link do naszej facebookowej grupy, wyślij administracji krótką wiadomość o sobie/swoim blogu i dziel się z nami swoimi pomysłami :).

10152572_10203864810165399_6764860226285801048_n

Slide

Diana Korzeb

Od 10 lat pomagam moim kursantkom rozgadać się po niemiecku. Piszę bloga dla fanek języka niemieckiego. Więcej o mnie: kliknij tutaj.

Autorka: Diana Korzeb
27 komentarzy
  • Ja polecam serdecznie mało znanego u nas, austriackiego pisarza Johannesa Mario Simmel’a, szczególnie powieść “Wir heißen euch hoffen”, na którą natknąłem się przypadkiem, dawno temu, w pewnym niemieckim Gasthofie i która to wciągnęła mnie bez reszty 🙂

    • Dzięki za polecankę :), napiszesz coś więcej o tej książce?

    • Rzecz dzieje się po II Wojnie Światowej, główny bohater pracuje nad lekiem zwalczającym uzależnienie od heroiny, a w tle zawirowania rodzinno-miłosne i świat przestępczy. Może nie brzmi to dość zachęcająco, ale książka napisana jest językiem wciągającym od pierwszej, przeczytanej strony, a to dla mnie najważniejsze. Na allegro dorwałem dwie następne książki tego pisarza, ale czekają w kolejce na razie 😉 Może się za “Malinę” zabiorę, od początku… :/

    • Dzięki! Zawsze łatwiej podjąć decyzję o zakupie/przeczytaniu książki jak chociaż trochę zna się treść. Co prawda różni ludzie mają różne gusta literackie, ale rzadko się zdarza, żeby polecana książka mi się nie podobała. Tak poznałam między innymi W. Myśliwskiego i jego Traktat o łuskaniu fasoli, który jest przegenialny (i książka i pisarz ;))

    • Na Myśliwskiego czaję się od lat, ale jakoś mi nie wychodzi (fragmenty “Traktatu” mnie baaardzo zainteresowały, a to dobry znak) … 😉

  • Aleksandra Niemiecka Sofa 23 kwietnia 2014 at 18:26

    Diana, i co Ty mi biednej narobiłaś? 😀 Teraz koniecznie muszę mieć te książki! Chociażby ze względów językowych 😛 A “Nirgendwo in Afrika” niestety też najpierw oglądałam, a potem się dowiedziałam, że nakręcono film na podstawie książki.

    • Jak masz możliwości to zaopatruj się na niemieckim amazonie (ale albo ja jestem mało kumata, albo faktycznie nie wysyłają do Polski), tam książki są tanie jak barszcz. Kurczę tak mi się ten post spodobał, że chyba wysmaruję za jakiś czas podobny ;).

  • A czy to o Afryce jest już po polsku?
    “Maria Stuart’ i ta kolorowa trylogia bardzo mnie zaciekawiły!

  • N. ze Szwecjobloga 23 kwietnia 2014 at 21:29

    Przyznaję się bez bicia, że czytanie po niemiecku to dla mnie zmora 😉
    Za tych “Zimnolubów” koniecznie muszę się zabrać, już chyba kiedyś o nich pisałaś, już nawet zapisywałam gdzieś ten tytuł. Skandynawski akcent w Twoim wpisie złapał mnie za serce. “Kolorowa” trylogia też brzmi ciekawie.

    PS. Bardzo podoba mi się konstrukcja Twojego wpisu.

    • a właśnie, zapomniałam że też miałam pochwalić za konstrukcję 😉

    • Dzięki dziewczyny, konstrukcja do ewentualnego podania dalej :)).

      U mnie z czytaniem po niemiecku też nie jest jakoś super. Moją największą bolączką jest tempo czytania, które w porównaniu do tempa czytania polskich książek jest po prostu ŚLIMACZE. Z tego co pamiętam to Ocalony język był bardzo przystępny i z tych wszystkich razem z Nirgendwo… najlepiej mi się go czytało.

    • @ N. – faktycznie książka bardzo w Twoich klimatach :), ale z drugiej strony, może dla Ciebie to nie będzie już nic ciekawego, bo Ty te wszystkie smaczki już znasz ;).

  • Najbardziej zaciekawiło mnie “Nigdzie w Afryce”. Filmu nie oglądałam, a po książkę chętnie sięgnę, w polskim przekładzie zapewne 🙂

    • Film był bardzo fajny, polecam szczególnie tym, którzy z różnych względów nie mogą/nie mają jak sięgnąć po książkę.

  • Czytanie po niemiecku nie wchodzi u mnie w rachubę, ale z chęcią przeczytałabym “Nigdzie w Afryce”. Brzmi bardzo ciekawie. Orientujesz się może, Diano, czy jest film z polskimi napisami/ dubbingiem/lektorem?

    alessandra

    • Film leciał w polskiej TV, więc wersja z lektorem jest na 100%, tak jak pisałam wg Lubimy Czytać książka została przetłumaczona na język polski :).

  • Mam właśnie w planach odświeżenie języka niemieckiego i jednym z punktów programu jest czytanie, więc spróbuję ‘Rubinrota’ w oryginale. Ciekawe, czy dam radę. 🙂

  • Marta / Talar du svenska? 24 kwietnia 2014 at 11:36

    Diana, składam ci hołd. Raz “Kraina Ziemnolubów” wpadła mi w ręce w Empiku. Niestety nie zapamiętałam ani tytułu ani autora ani niczego.

  • Zapomniałem! O “Ganz unten” Wallraffa zapomniałem, świetna książka (czy może bardziej – reportaż). Podobno w końcu przetłumaczono ją na język polski.

  • Uwielbiam K. Gier! A okładki w polskim wydaniu są jeszcze lepsze niż niemieckie (o dziwo :D)

  • Hmm, czy to czysty przypadek, że w Twoim zestawieniu znaleźli się obok siebie Stefanie Zweig i Stefan Zweig? :-))

    marsa

  • Chciałabym polecić wszelką twórczość pana Waltera Moersa (zwłaszcza wielbicielom fantastyki, ale nie tylko ;)). Czytanie tych książek jest niesamowitą przygodą, jednakże robienie tego w oryginalnym języku może przysporzyć problemów początkującym. Moers wymyślił bardzo dużo neologizmów i anagramów, mam jednak nadzieję, że nikogo to nie zniechęci. Ja zaczęłam od polskiego przekładu “Miasta Śniących Książek”. Bardzo polecam!