Przygotowanie do egzaminu Goethe-Zertifikat A2

Wiem, że dla wielu z Was egzaminy językowe z języka niemieckiego to ważny temat. To zupełnie nie moja bajka, dlatego postanowiłam poprosić moje kursantki o podzielenie się doświadczeniami w uczeniu się niemieckiego i w przygotowaniach do egzaminów. Na początku mam dla Was Przygotowanie do egzaminu Goethe-Zertifikat A2.

Marta jako jedna z pierwszych zgłosiła się do mojego kursu Preclowa Szkoła Mówienia. Na początku zaznaczyła, że jest na poziomie A1.5 i że za jakiś czas będzie przygotowywać się do egzaminu A2. Marta jest już po pierwszej części (niedługo druga, więc trzymamy kciuki!) i znalazła chwilę, żeby podzielić się z nami swoimi sposobami na niemiecki i sposobem w jaki uczyła się do egzaminu.
Początki
Na początku w dużym skrócie nieco o mojej historii nauki niemieckiego. W szkole podstawowej, gimnazjum i szkole średniej uczyłam się tylko języka angielskiego i francuskiego. Nigdy nie byłam prymusem językowym, uczyłam się na poziomie dobrym, ale zazwyczaj bez rewelacji. Nigdy nie chodziłam też na kurs języka niemieckiego. Kilka lat temu zapragnęłam jednak poznać mowę naszych zachodnich sąsiadów.
Sam proces nauki trwał nieco ponad rok, natomiast podchody do niemieckiego trwały ładnych parę lat. Wydawanie pieniędzy na niemieckie czasopisma i książki (nie znając jeszcze żadnego słowa oprócz “danke”!), magazyny przeznaczone do nauki, podręczniki czy fiszki. Schemat zawsze był taki sam: zakup, dwudniowy zapał, kilka miesięcy przerwy. I tak w kółko. Obławiając się w materiały do nauki, zapomniałam jednak o tym co najważniejsze, czyli o nauce. Tak niewiele a tak wiele. Całe te lata “zbrojenia się” uważam za czas totalnie stracony pod względem zdobywania umiejętności językowych.
Przełom nastąpił ponad rok temu – w listopadzie/grudniu 2017 roku, kiedy podjęłam decyzję – “nauczę się”, i jeszcze tego samego dnia wyszukałam korepetycji online. Nauka z nauczycielem pomogła mi w początkowej fazie nauki uniknąć podstawowych błędów i trwała około 8 miesięcy. W tym czasie mój wkład w naukę mógł być o wiele większy, ale to wiem dopiero teraz, być może potrzebowałam takiego “pasa startowego”, żeby po 11 miesiącach nauki ruszyć z kopyta. W ciągu tych ostatnich trzech miesięcy wykonałam największy kawał roboty i znalazłam sposób na siebie w nauce, który w dwóch słowach nazwałabym “dyscyplina i różnorodność”. Takie moje dwa słowa klucze, które mam nadzieję będą przyświecać mi w dalszej lingwistycznej podróży. A co wiem po tym roku?
Muszę mieć konkretny cel.
Gdyby ktoś rok temu zapytał mnie, czy mam jakiś cel w uczeniu się języka niemieckiego, bez wahania odpowiedziałabym, że tak. A jaki? Ano uwielbiam ten język, chcę pracować w tym języku, używać go na co dzień, chcę jeździć po niemieckich winnicach i rozmawiać z ich właścicielami po niemiecku. Wszystko fajnie, ale to nadal nie był konkretny cel, a raptem jakiś jego zarys. Po ponad 10 miesiącach nauki zdecydowałam się na postawienie sobie celu konkretnego – zdanie do marca 2019 roku egzaminu na poziomie A2. I kropka. Po tej deklaracji, która miała miejsce w listopadzie, nagle moja nauka weszła na zupełnie inny poziom, a to za sprawą…
Planu nauki!
Kiedy już wiedziałam ile dokładnie zostało mi czasu, zaczęłam interesować się zagadnieniami, które są wymagane na poziomie A2. Bardzo przypasowały mi materiały wydawnictwa Klett do nauki języka, zdecydowałam się więc na zakup “Mit Erfolg zum Goethe-zertifikat B1”. I to był strzał w dziesiątkę, bo pozycja ta stała się czymś w rodzaju szkieletu w mojej nauce. Dokładny opis egzaminu, przykładowe zadania testowe, lista zagadnień/działów, z których znajomość słownictwa jest wymagana na egzaminie, i co najważniejsze – “Strukturen”, czyli które zagadnienia gramatyczne będą mi potrzebne. Codzienną naukę zaczynałam właśnie od tej książki, a później pogłębiałam wiedzę i wyszukiwałam w innych źródłach.
Różnorodność.
Różne źródła! W moim przypadku każdy temat był maglowany, aż do pełnego jego zrozumienia. Z niektórych podręczników w mig łapałam zasadę gramatyczną, a ilość ćwiczeń pozwalała mi się sprawdzić i znaleźć moje słabe punkty. Czasami zdarzało się, że mimo przeczytania zagadnienia w dwóch różnych podręcznikach, nadal coś nie grało i zgrzytało. Wtedy w grę wchodził internet z całym swoim spektrum blogów, vlogów i innych materiałów do nauki. Z internetem trzeba jednak uważać i zwracać szczególną uwagę, kto tę wiedzę przekazuje.
Trochę rozrywki…
Wykorzystanie filmów i artykułów z przeróżnych portali, czytanie i oglądanie krótkich filmów, to genialne połączenie przyjemnego z pożytecznym. Bardzo łatwo wpadam jednak w pewną pułapkę – po prostu sobie oglądam, albo czytam artykuł i… nic poza tym. A nie tędy droga. Ważne jest nie tylko czytanie czy oglądanie, a również czytanie ze zrozumieniem zarówno słów, jak i użytych struktur, przyglądanie się, zastanowienie “dlaczego tutaj został użyty Dativ?”, “dlaczego ten przymiotnik ma taką końcówkę?”. We wszystkim trzeba jednak mieć umiar, i jednak raz na jakiś czas pozwalam sobie po prostu na oglądanie, bez głębszych refleksji.
Mówienie.
O zaletach mówienia przekonałam się w trakcie uczestniczenia w Preclowej Szkole Mówienia. Opowiadanie czegokolwiek: dnia, obejrzanego filmu, opisanie obrazka, mówienie o wykonywanych czynnościach, planach, zainteresowaniach, o sobie, to taki egzamin przed samą sobą, na ile potrafię powiedzieć to, co chcę powiedzieć. Podczas kursu dostałam całe mnóstwo materiałów, miejsc, z których mogę samodzielnie korzystać, a wszystko to było dopasowane do mojego poziomu. Nagrywając swoje mówienie, dostawałam odpowiedź i wypunktowane przez Dianę błędy, które miałam poprawić. I z tych wypunktowanych błędów miałam plan nauki na cały miesiąc – bo właśnie w trakcie mówienia wychodziło przysłowiowe szydło z wora.
Kurs trafił mi się na tydzień przed świętami Bożego Narodzenia. Był to niezwykle gorący czas pod każdym względem, i jestem pewna, że gdyby nie codzienna musztra i konieczność wysyłania nagrań, to naukę zawiesiłabym na kołku na cały ten czas świąteczno-noworoczny. Mimochodem wkradła się też systematyczność i nawyk nauki.
Przygotowanie do egzaminu Goethe-Zertifikat A2
A z codziennej rutyny podczas przygotowań do egzaminu:

  • nie robię przerw dłuższych niż dwa-trzy dni (a te i tak robić sporadycznie!).
  • na razie odpuściłam doskonalenie innych języków obcych – trudno, prawdopodobnie nieco na tym ucierpią, ale to chwilowy stan rzeczy. Nie potrafię się skupić na dwóch językach jednocześnie, gdy jednego z nich uczę się właściwie od podstaw
  • otaczam się językiem, ale dostosowanym do moich możliwości, ewentualnie na nieco wyższym poziomie
  • mam przy sobie mały notesik. Wpisuję w nim słowa, które przychodzą mi do głowy w ciągu dnia, a nie znam ich niemieckiego odpowiednika
  • co kilka dni wymyślam sobie około 5 czasowników, każdy odmieniam na kartce przez osoby i liczby, i zapisuję je w Prateritum i Perfekt. A później sprawdzam ile byków zrobiłam.

A sam egzamin, no cóż. Wcześniej zrobiłam cztery przykładowe testy – trzy z książki “Mit Erfolg zum Goethe-Zertifikat A2” i jeden ze strony Goethe Institut.

Czytanie: jest to część egzaminu, do której bez problemu moim zdaniem można przygotować się samemu. Wszystkie teksty egzaminacyjne, które czytałam wcześniej były dla mnie zrozumiałe. Nawet w przypadku nieznajomości jakiegoś słówka, można domyślić się jego znaczenia z kontekstu. Ale! To właśnie często nieznajomość tych słówek może spowodować problem z odpowiedzią na pytanie, i chyba może być jednym zaskoczeniem. Także – słówka słówka słówka! Na cztery zadania było przeznaczonych 30 minut, akurat, żeby spokojnie wykonać wszystkie zadania i jeszcze je sprawdzić.
Słuchanie: Kolejne cztery zadania. Dwa z nich słuchane dwukrotnie, dwa tylko jeden raz. Tutaj znów kłania się znajomość słówek. Przy trzecim zadaniu na chwilę się zdekoncentrowałam, odpłynęłam myślami, i to był błąd, bo właśnie w ten sposób jedno zadanie musiałam zrobić na chybił-trafił. Uważne słuchanie i maksymalne skupienie! I oczywiście: słówka! Znajomość słówek!
Pisanie: i tutaj jest moja pięta achillesowa! W przygotowaniach do egzaminu, za mało pisałam! Na jakiekolwiek tematy: krótkie smsy, maile, wiadomości. Jest to część egzaminu, do której moim zdaniem najtrudniej się przygotować ucząc się samemu w domu i stawiając na naukę bez wsparcia kursu/korepetytora.
Podsumowując egzamin i przygotowania do niego: cieszę się, że zdecydowałam się na certyfikat. Po trzech miesiącach przygotowań jestem bardziej systematyczna, a moja nauka jest zaplanowana. Nie robię tak zwanych “pustych przebiegów”, jak siadam do nauki, to po coś – albo żeby nauczyć się konkretnej ilości słówek z danego tematu, albo zrozumieć jakąś regułę gramatyczną, albo żeby się przetestować czy przećwiczyć. W dalszej nauce nie wykluczam skorzystania z kursu stacjonarnego. Muszę jeszcze pomyśleć nad formą pisaną, jak nad nią pracować, jakie zadania sobie wymyślać i komu powierzyć je do sprawdzenia.
Gramatyka i słownictwo to są dwie najważniejsze sprawy, ale w moim odczuciu, przy egzaminie na poziomie A2, to właśnie słówka stanowią w 70-80% o sukcesie. Ja jednak więcej czasu poświęciłam na gramatykę (która też jest ważna! i przyjemna! i wcale nie taka skomplikowana!), ale co wiem, to nie ucieknie i jest już moje 🙂
Materiały z których korzystałam:

  • “Mit Erfolg zum Goethe-Zertifikat A2” wyd. Klett – dla mnie kluczowa pozycja, codziennie właśnie od niej zaczynałam naukę, taka baza wyjściowa.
  • “Gramatyka z ćwiczeniami. Niemiecki. Dla początkujących i średniozaawansowanych.” – wyd. LektorKlett – kolejna bardzo ważna pozycja z mojej nauce gramatyki, zawsze pod ręką. Tabelki gramatyczne, objaśnienia w języku polskim, ćwiczenia do każdego działu z odpowiedziami.
  • “Niemiecki. Gramatyka w pigułce” – wyd. Edgard – Moim zdaniem pozycja przeznaczona do torebki – używałam tylko jako uzupełnienie do gramatyki wydawnictwa LektorKlett, lub w podróży. Kilka zadań do każdego działu.
  • “Deutsch. Repetytorium tematyczno-leksykalne. wyd. Wagros – mam mieszane uczucia co do tej pozycji, ale chyba dlatego, że za mało z niej korzystałam. I nie wiem, czy poleciłabym ją osobie zupełnie początkującej.
  • https://www.dw.com/de/deutsch-lernen/s-2055
  • Kanał na YouTube – Easy German
  • https://de.pons.com/ – najczęściej otwierana u mnie w przeglądarce strona

  • Marta:

    egzamin z niemieckiego A2


Macie jakieś doświadczenia związane z tym egzaminem?

3
  • Marek
    Kwiecień 8, 2019

    Nigdy nie zdawałem żadnego egzaminu z niemieckiego a samego niemieckiego uczyłem się w Wiedniu i to ze słuchu. Zaczynałem naukę w 1993 i z sporą przerwą kontynuowałem ją od 2008. Biorąc pod uwagę że uczyłem się w Wiedniu – uczyłem się niemieckiego austriackiego a ściślej mówiąc austriackiego wiedeńskiego. Takie zwroty jak machma, gechma czy hama pewnie kursantom Hochdeutch kompletnie nic nie powiedzą. A taki wiedeński żarcik – Hama hama? (Oczywiście fonetycznie gdyż literalnie nie jestem w stanie zapisać)? Nikomu z kursantów A,B,C a nawet mojemu znajomemu Niemcowi z Dusseldorfu nie przyjdzie do głowy że to jest pytanie – czy mamy młotek? (Haben wir einen Hammer?) Zajęło mu kilka lat zanim zaczął rozumieć skróty miejscowych. Po latach samodzielnej nauki niemieckiego doszedłem do wniosku że żaden certyfikat nie pozwoli dogadać się tak z kumplami z różnych rejonów Austrii i czasami Niemiec jak kilka piw. Najgorszym jest to że nawet jak siedzimy razem przy tym piwie to oni swobodnie się z sobą komunikują mimo że mówią w skrajnie różnych dialektach. Ja? Cóż prawie swobodnie. A to prawie najbardziej mnie wkurza!

    • Diana Korzeb
      Kwiecień 8, 2019

      Wiesz Marek, jest bardzo dużo racji w tym, co piszesz, ja sama nie jestem fanką egzaminów, ale widzę po czytelniczkach czy moich kursantkach, że wielu osobom egzaminy pomagają w nauce o tyle, że łatwiej uczyć się jak ma się konkretny cel.

      Hama Hamma? jest świetne, zapamiętam sobie, dzięki!

      PS Dialekty, to coś co przerasta czasem samych Muttersprachlerów. W końcu nie bez kozery w wiadomościach potrafią pojawić się napisy, jak wypowiada się rolnik z małej wioski, a Tatort ze Szwajcarii (może z Austrii też?) jest dubbingowany 😉

  • MyszAktywnie
    Maj 22, 2019

    Juhu! Muszę, no muszę się pochwalić! Po roku nauki, miesiąc od certyfikatu A2 (to nie jest wysoki poziom), postanowiłam złożyć CV na płatny program praktyk letnich z językiem niemieckim. Poziom A2 nie jest (moim zdaniem) poziomem dobrym do rozpoczynania pracy w danym języku, ale… zaryzykowałam. Przez to, że mam ten certyfikat, jako taki pierwszy dokument który jakoś uwiarygadnia moją znajomość niemieckiego, zostałam zaproszona na rozmowę (po telefonicznej weryfikacji i podstawowych pytaniach w języku niemieckim). Na rozmowie dałam z siebie wszystko, rozmowa poszła mi dobrze, pisanie meila biznesowego o wiele gorzej, ale… dostałam się!!!
    I mogę teraz stwierdzić, że warto było i uczyć się systematycznie i ten certyfikat też warto było zrobić 🙂 Za miesiąc zaczynam, także czeka mnie miesiąc intensywnej nauki!

    p.s.: po praktykach jest możliwość nawiązania stałej współpracy. Dam z siebie wszystko! : )

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


Preclowa Poczta

Pobierz
darmowy
e-book!

Podaj swoje imię i adres e-mail i zacznij odbierać Preclową Pocztę, a w zamian za zapis podeślę Ci e-book “Niemiecki na co dzień”.