28. Halt auf freier Strecke (W pół drogi) – film

0 Permalink

Nie jestem masochistką i bardzo rzadko wybieram świadomie ciężkie filmy. To nie tak, że nie lubię ambitnego kina, ale trudna tematyka siedzi we mnie potem przez dłuższy czas, skłania do bardzo niewesołych refleksji i ciężko mi się z takiego stanu wygrzebać. Z drugiej strony nie można całe życie serwować sobie intelektualnej papki i dziwić się, że się nie rozwijamy. Od ponad roku staram się oglądać najlepsze niemieckie filmy, ale nie czytam wcześniej żadnych recenzji i opisów, żeby nie zepsuć sobie niespodzianki i przyjemności z oglądania. Nie zawsze jest to dobre podejście, bo można zostać zupełnie zaskoczonym, czy wręcz znokautowanym przez jakiś film. Film W pół drogi wdeptał mnie w ziemię i długo nie było co po mnie zbierać.

W pół drogi plakat

Halt auf freier Strecke

Polski tytuł: W pół drogi

Rok produkcji: 2011

Reżyser: Andreas Dresen
Grają m.in.: Milan Peschel, Steffi Kühnert

Film Halt auf freier Strecke (W pół drogi) został wyreżyserowany przez Andreasa Dresena, który ma w swoim dorobku inny nagrodzony film Wolke Neun (W siódmym niebie). Historia zaczyna się jak u Alfreda Hitchcocka trzęsieniem ziemi, a potem jest tylko gorzej. Film otwiera scena, w której główny bohater Frank Lange wraz z żoną Simone siedzą w gabinecie u neurologa i dowiadują się, że Frank ma guza mózgu, w zasadzie nieuleczalnego. Lekarz odbiera telefon zostawiając małżonków sam na sam ze straszną diagnozą. Mimo, że postaci nic w zasadzie nie mówią to czujemy, że świat wali im się w tej sekundzie na głowę. Nie ma dobrych słów, jest gonitwa tysiąca myśli. Reszta filmu to zarejestrowany przebieg choroby Franka, kawałki z filmików, jakie sam sobie nagrywa swoim smartfonem. Widzimy, co choroba robi z nim i jego rodziną. Oglądamy beznadziejność sytuacji i zaczynamy się w duchu modlić, żeby nas kiedyś nie spotkało to samo.

W pół drogi pierwsza wizyta

W kilku recenzjach, które przeczytałam już po obejrzeniu filmu, spotkałam się z zarzutem wobec reżysera, że poszedł na łatwiznę. Wynajął aktorów i kazał im grać, zamiast nakręcić film dokumentalny. Zupełnie nie zgadzam się z tą opinią z kilku powodów. Po pierwsze filmy dokumentalne są zazwyczaj rzadko puszczane w kinach. Ludzie są przyzwyczajeni do oglądania strzelanin i wybuchów, które bardzo efektownie wyglądają na dużym ekranie. Równie efektowne są cięższe filmy. Inaczej odbiera się film na małym ekranie, kiedy można w każdym momencie wyjść do kuchni czy łazienki, a inaczej w kinie, gdzie trudno jest uciec od tego, co dzieje się przed nami. Siła rażenia jest dużo większa, intymność też. Po drugie taki film fabularny to też duże wyzwanie dla aktorów. Nieczęsto jest okazja do zagrania takiej roli. Myślę, że może nawet niektóre sztuki teatralne nie są aż tak wymagające. A po trzecie wchodzenie z butami w czyjąś intymność, w być może ostatnie chwile z ukochaną osobą, to ogromna sztuka, którą nie każdy jest w stanie opanować. I nie każdy powinien się za to zabierać.

W pół drogi Halt auf freier Strecke rodzina

Krótko przed obejrzeniem tego filmu przeczytałam książkę Lisy Genovy Motyl, opowiadającą historię kobiety, która zachorowała na Alzheimera. W raz z rozwojem powieści jej choroba się rozwija, pojawiają się kolejne symptomy. Na podstawie książki powstał film z Julianne Moore, o tym samym tytule. Obydwie historie, W pół drogi i Motyl, są bardzo, bardzo trudne, ale zdecydowanie warto je poznać. Myślę, że za mało mówi się o walce z chorobami, o chorych i życiu ich najbliższych.

Ocena: 8/10


Spodobał Ci się ten wpis? Obserwuj zatem bloga na Bloglovin, aby nie przegapić żadnego wpisu!