John Rabe – Miesiąc Języków

Drugi wpis w ramach wrześniowej akcji zorganizowanej przez blogerów kulturowych i językowych poświęcony jest językowi i kulturze Chin. Ze względu na odległość między Niemcami i Chinami ciężko znaleźć powiązania językowe, więc zdecydowałam się na poszukanie punktów wspólnych w historii i kulturze tych krajów. Pierwsze skojarzenie – John Rabe. Nic Wam to nie mówi? Jakiś czas temu też nie wiedziałam o kogo chodzi, ale dzięki liście najlepszych niemieckich filmów, przygotowanych przy okazji akcji W 80 blogów dookoła świata, poznałam kawałek życia tego niezwykłego człowieka.

John Heinrich Detlef Rabe urodził się w 1882 roku w Hamburgu. Jako biznesmen spędził dużą część swego życia w rozjazdach, pracując najpierw w Mozambiku, będącym na początku wieku kolonią portugalską w Afryce, a później w Chinach, gdzie przeprowadził się w 1908 roku. Od 1911 roku jego pracodawcą była niemiecka firma Siemens. John Rabe spędził w Chinach łącznie ok 30 lat i może nie byłby nikim szczególnym, gdyby nie fakt, że historia zapukała bezpośrednio do jego drzwi. 7 lipca 1937 roku incydent na moście Marco Polo na przedmieściach Pekinu dał Cesarskiej Armii Japońskiej pretekst do napadnięcia na Chiny i rozpoczęcia tym samym II wojny chińsko-japońskiej. Nowoczesna i doskonale przygotowana Armia Japońska nie miała większych problemów ze zdobywaniem kolejnych terenów chińskich i w ciągu pół roku doszła z Pekinu przez Szanghaj aż do Nankinu będącego wówczas siedzibą rządu Kuomintangu, Chińskiej Partii Narodowej. 10 grudnia rozpoczął się zmasowany atak na miasto, znany jako masakra nankińska.

John Rabe, już wtedy członek NSDAP, wraz z innymi obcokrajowcami zamieszkałymi w Nankinie miał możliwość ewakuacji z miasta w listopadzie. Rabe zdecydował się wysłać do Niemiec swoją córkę wraz z rodziną, a sam postanowił zostać i zorganizować wraz z pozostałymi obcokrajowcami (lekarzami, biznesmenami, naukowcami i misjonarzami) strefy bezpieczeństwa, w których lokalna ludność mogłaby znaleźć wikt, opierunek i schronienie w trakcie wojennej zawieruchy. Ponieważ w 1936 roku przedstawiciele rządów Trzeciej Rzeszy i Cesarstwa Japonii podpisali pakt antykominternowski wiadomym było, że John Rabe jako przedstawiciel sprzymierzeńca będzie mógł więcej ugrać w pertraktacjach z najeźdźcą, dlatego został wybrany na głównego szefa i zarządcę Stref Bezpieczeństwa.

Residence_of_John_Rabe,_Nanjing (1)

Bestialstwo Cesarskiej Armii Japońskiej jest nie do opisania, zachowały się zdjęcia z tego okresu, również te robione przez japońskich oficerów dumnie prężących pierś wśród głów zabitych Chińczyków, które dla wprawy czy też rozrywki odrąbywali katanami, tzw mieczami samurajskimi. Nie tylko poukrywani chińscy żołnierze doświadczali okrucieństwa ze strony Japończyków, ludność cywilna, a w szczególności kobiety i małe dziewczynki, również była torturowana, a kobiety brutalnie gwałcone i mordowane. Jeśli jesteście ludźmi o mocnych nerwach, to możecie spróbować zmierzyć się ze zdjęciami z tamtego okresu, chociaż pokazują one raczej skutki działalności Japończyków, a nie same akcje. Szacuje się, że w masakrze nankińskiej zginęło ok 200-350 000 osób. Jest to jedno z największych ludobójstw XX wieku popełnione na bezbronnej ludności cywilnej.

Otoczeni ze wszystkich stron Chińczycy mieli odciętą drogę ucieczki, jedynym w miarę sensownym ratunkiem były utworzone przez obcokrajowców Międzynarodowe Strefy Bezpieczeństwa. Rabe wraz z Johnem G. Magee, Minnie Vautrin i innymi starali się dbać o jako taki komfort uchodźców zapewniając im dostawy jedzenia. Słano niezliczone wiadomości do rządów różnych państw i starano się dokumentować na bieżąco działania Japończyków. Sam Rabe pisał w tej sprawie listy do Hitlera, nie odniosły one jednak zamierzonego skutku.

W lutym 1938 roku John Rabe wrócił do Niemiec. Przedstawił tam dowody masakry w postaci filmu, zdjęć, relacji i swojego pamiętnika, ale ani zwykli ludzie, ani tym bardziej władze nie były zainteresowane tematem. Władza postanowiła rozwiązać problem przy pomocy Gestapo i zmusiła Rabe do milczenia. Warunki w jakich przyszło mu żyć w ukochanym Vaterlandzie były więcej niż skromne, wszyscy głodowali. Zapomniany przez wszystkich John Rabe umiera w 1950 roku w Berlinie.

Dzięki Międzynarodowym Strefom Bezpieczeństwa udało mu się uratować ok 200 000 osób. Podczas masakry przebywało na terenie jego domu w Nankinie ok 600 dodatkowych osób. Zwany jest Oskarem Schindlerem Azji.

Jeśli chcecie poznać więcej szczegółów, to zajrzyjcie na blog Postazja. Zobaczycie tam m.in zdjęcia z Muzeum Johna Rabe. Polecam Wam również film Floriana Gallenbergera z 2009 roku pod tytułem John Rabe. Zarzuca mu się co prawda łagodzenie historii, sama masakra nankińska była dużo gorsza od tej przedstawionej w filmie, ale ta produkcja zrobiła na mnie piorunujące wrażenie i myślę, że zdecydowanie warto ją obejrzeć.


Spodobał Ci się ten wpis? Polub zatem mojego bloga na Facebooku i obserwuj go na Bloglovin!


Zapraszam Was do zapoznania się z pozostałymi wpisami około chińskimi:

Chiński
Biały Mały Tajfun – Yunnański dialekt, czyli o dzieciach, wilkach i butach

Kirgiski
O języku kirgiskim po polsku – Kirgizi w Chinach

Niemiecki
Niemiecka Sofa – Niemieckie Chinatown

Szwedzki
Szwecjoblog – Co szwedzka pomarańcza ma wspólnego z Chinami?

Włoski
Studia, parla, ama – Miesiąc Języków, czyli co ma chiński do włoskiego? 

Rozkład jazdy na ten miesiąc:

1.09. (wtorek) – angielski

4.09. (piątek) – chiński

7.09. (poniedziałek) – francuski

10.09. (czwartek) – kirgiski

13.09. (niedziela) – niemiecki

16.09. (środa) – rosyjski

19.09. (sobota) – szwedzki

22.09. (wtorek) – włoski

25.09. (piątek) – polski

MJ-PATRONI MEDIALNI- (1)
Źródła:
Autor zdjęcia: Gill Penney
http://www.john-rabe.de/
https://de.wikipedia.org/wiki/John_Rabe
https://de.wikipedia.org/wiki/Massaker_von_Nanking

  • „Historia zapukała bezpośrednio do jego drzwi” – bardzo podoba mi się to sformułowanie 🙂

  • Hej, dzięki za podlinkowanie mojego wpisu 🙂

    A propos lingwistyki, to dialekcie miasta Qingdao zachowało się trochę germanizmów z okresu, kiedy II Rzesza miała tam swoją koncesję (1898-1914). Mam w pracy koleżankę z Qingdao, która mi o tym opowiadała. Jednym z takich słówek jest „daman” (大嫚), od niemieckiego „damen” – tak mówią o sobie mieszkanki Qingdao. Na syrenę policyjną w Qingdao mówi się „lamu” (拉哞) i jest to pamiątka po słowie alarm – też wpływ niemczyzny.

    Niemcy w Qingdao zbudowali solidny system miejskiej kanalizacji, który zrobił na miejscowych Chińczykach duże wrażenie i działa zresztą do dziś. Nazwa pokrywy od studzienki kanalizacyjnej w Qingdao brzmi „guli” (骨瀝 albo po prostu 古力), od niemieckiego „gullideckel”.

    Z najnowszych zapożyczeń można wyliczyć nazwę chińskiego koncernu Haier, który swego czasu narobił szumu odwracając trend – Chińczycy otworzyli w USA fabrykę w czasach, kiedy wszystkie amerykańskie koncerny rozglądały się za offshoringiem w Chinach. Ta nazwa jest pamiątką po chińsko-szwajcarskim joint-venture z firmą Liebherr, znaną w Chinach pod zsinizowaną nazwą Liebuhaier (利勃海尔). Kiedy z jv wykiełkował chiński offshoot, przyjął nazwę Haier (海尔), będącą kalką słowa „herr”.

    Pozdrawiam!

    • Konrad, nie mogłam go nie podlinkować :). Dzięki za fantastyczny komentarz! Zawsze wydawało mi się, że języki chińskie są niewzruszone, jeśli chodzi o naleciałości z języków europejskich. Pamiętam ten dramat, kiedy nikt nie rozumiał mojego „taxi, hotel, toilet” ;), chociaż słowo „WC” chyba działało.