24. Woman in gold (Złota dama) – film

0 , Permalink

Hollywood rzadko zajmuje się opowieściami niezwiązanymi z historią USA. Większość filmów nastawiona jest na rozrywkę, chociaż zdarzają się oczywiście wyjątki. Na film The woman in gold (Złota dama) wybrałam się z braku lepszych opcji w kinie. Nie było jeszcze Avengers, a była okazja do pójścia do kina. No i przyciągnął mnie trailer, nie tyle historią (na pierwszy rzut oka wszystko kręci się wokół obrazu), co wyłowioną przez moje oko plejadą znanych niemieckich (Daniel Brühl, Tom Schilling, Justus von Dohnányi) i amerykańskich aktorów (Helen Mirren, Katie Holmes, Charles Dance). Domyślałam się, że niemieckich aktorów będzie tam jak na lekarstwo, ale przynajmniej historia powinna być co najmniej dobra. W kinie okazało się, że mocno zaniżamy średnią wieku, bo jednak większość widzów była w okolicy 60-tki. Smutne to trochę, że w UK młodsze pokolenie najwyraźniej nie interesuje się za bardzo historią współczesną.

Woman-in-Gold_Poster

Woman in gold

Polski tytuł: Złota dama

Rok produkcji: 2015

Reżyser: Simon Curtis
Grają m.in.: Helen Mirren, Daniel Brühl, Tom Schilling, Justus von Dohnányi, Katie Holmes

Trailer poniżej zdaje się zdradzać całą historię, ale nie dajcie się zmylić. To, co możecie tu obejrzeć to tylko powierzchowna warstwa. Zapewne gdybym miała komuś streścić ten film, to tak by to właśnie wyglądało: Historia oparta na faktach. Z pomocą młodego prawnika zamieszkała w Stanach Maria Altmann stara się odzyskać jeden z najsłynniejszych obrazów austriackiego malarza Gustava Klimta. Taki opis naprawdę nie oddaje chociaż odrobiny emocji, które oferuje ten film. Mimo wstawianych tu i tam żarcików, film opowiada raczej mroczną historię, ale nie w ten znany przez nas sposób: źli naziści mordowali Żydów. Tutaj mamy do czynienia z czymś więcej: poznajemy historię jednej rodziny. Widzimy, że obrazy, biżuteria, meble należały do konkretnych osób, miały swoją konkretną przeszłość, były częścią czyjegoś życia. Kosztowna kolia ciotki Marii Altmann, to nie warta fortunę błyskotka, ale pamiątka po bliskiej osobie, po chwilach szczęścia i beztroski. Gdyby w ten sposób opowiadać o Holocauście, na przykładzie konkretnych rodzin, to myślę, że byłoby inne podejście młodszego pokolenia nie tylko do filmów tego typu, ale tego smutnego kawałka naszej historii. Fakt, że na sali były poza nami może 2 pary około 30-tki jest jednak przerażający, bo film nie jest szmirą. Owszem po zwiastunie można się spodziewać dobrej obyczajówki, ale na pewno nie kiepskiego filmu.

Jak pewnie sami już zauważyliście lubię oglądać znanych aktorów w nowych rolach, więc tutaj miałam pole do popisu. Daniela Brühla nie trzeba chyba już nikomu przedstawiać. Gra tutaj drugoplanową rolę Hubertusa Czernina, który pomaga Marii Altmann w walce z rządem austriackim. Nie jest to jakaś wymagająca postać, ale dzięki takim pomniejszym rólkom Daniel co raz częściej gra w amerykańskich produkcjach. W ostatnich latach ze świecą szukać niemieckich filmów z jego udziałem. Mam wrażenie, że Tom Schilling zaczyna mieć swój czas. Co raz więcej go w kinie niemieckim a i niewielka rólka nazisty w Złotej Damie powinna (paradoksalnie) ładnie wyglądać w jego CV. Justus von Dohnányi też jest obsadzony w roli „złego”, aczkolwiek tym razem nie Niemca, a Austriaka. Za dużo się nie nagrał, chociaż to i tak szaleństwo w porównaniu z jedną sceną Moritza Bleibtreu, który wystąpił bokiem chyba tylko w jednej scenie i ledwo udało mi się go zauważyć. Może ktoś bardziej obeznany będzie mógł napisać coś o austriackich aktorach występujących w filmie? Z młodszej wersji rodziny Altmann nie znam nikogo.

Film to w dużej mierze produkcja amerykańska, utrzymana lekko w stylu jednej dzielnej Amerykanki walczącej przeciwko złej Austrii, ale na szczęście jest tu raczej niewiele typowego amerykańskiego patosu. Możemy tu zobaczyć przede wszystkim walkę pojedynczych ludzi, Marii Altmann i jej prawnika, młodego Randola Schoenberga. Mamy rozterki, złość na niesprawiedliwość, strach przed przeszłością, czyli wszystko to, co sami moglibyśmy odczuć w tej sytuacji. Nie trzeba być wielkim fanem historii, żeby spodobała się Wam ta opowieść.

Ocena: 9/10


Spodobał Ci się ten wpis? Polub zatem mojego bloga na Facebooku i obserwuj go na Bloglovin!