Grudniowy wyjazd do Niemiec, Austrii i Szwajcarii

12 Permalink

W grudniu, w ramach urlopu, wybrałam się na własną rękę (auf eigene Faust) na mini-objazd po Niemczech. Chciałam poczuć atmosferę Świąt (jarmarki w Dreźnie, Norymberdze i Salzburgu), zwiedzić nowe miejsca (Zug, Saarbrücken, Frankfurt/Main), odświeżyć stare kąty (Salzburg, Konstancja, Zurych) i spotkać się tu i tam ze znajomymi. To był mój drugi samotny wyjazd. Tylko ja, niewielka torba i plecak pełen zimowych swetrów (der Pulli).

Hauptbahnhof w Berlinie

Samotne podróżowanie jest fajne, trzeba tylko przestrzegać jednej ważnej reguły (die Regel): nie chodź tam, gdzie sama byś nie poszła w swoim mieście. Chodzisz sama wieczorami na imprezy (die Party)? Pijesz sama w barze/z nieznajomymi? Jeśli nie, to nie rób tego również na wyjeździe, a nie będzie on bardziej niebezpieczny (gefährlich) niż normalne wyjście z domu. Na żadnym etapie podróży nie czułam się niekomfortowo, jeśli chodzi o moje bezpieczeństwo (die Sicherheit). Samotność również specjalnie mi nie doskwierała, z doświadczenia wiem już jednak, że na jarmarki nie warto jechać samemu. To jednak miejsce spotkań znajomych i rodziny, wszyscy śmieją się (lachen) i rozmawiają ze sobą, dużo przyjemniej być tam z bliskimi albo z przyjaciółmi.

Do Drezna jechałam pociągiem z Białegostoku, z przesiadkami w Warszawie i Berlinie. Łączny dojazd zajął mi 14 godzin, kolej się spisała i nie miałam żadnych niespodzianek (die Überraschung) po drodze. Po Niemczech i Austrii jeździłam autobusami dalekobieżnymi (der Fernbus), po Szwajcarii pociągami (nie obyło się bez przygody…), a do Polski wracałam polskim autobusem. Mam w planie post na ten temat, może przydadzą się Wam niektóre wskazówki.

Jeśli ciekawią Was dotychczasowe, bądź przyszłe wpisy związane z podróżowaniem po Niemczech, Austrii i Szwajcarii to zajrzyjcie do górnej zakładki Podróże. Jeśli mielibyście ochotę podzielić się swoimi przygodami w tych krajach z innymi Czytelnikami, to odezwijcie się na: diana.korzeb(maupa)gmail.com albo zostawcie komentarz.

p.s. Skąd pochodzi zdjęcie z tego wpisu ;)?


Spodobał Ci się ten wpis? Polub zatem mojego bloga na Facebooku i obserwuj go na Bloglovin!


  • Katarzyna Czyżycka

    Berlin – Hauptbanhof :))

    • Szybko poszło :D! Wiedziałaś, czy próbowałaś odczytać nazwę ze zdjęcia ;)?

      • Katarzyna Czyżycka

        Wiedziałam 🙂 Mieszkam w Hamburgu, więc często tam przesiadam się, kiedy jadę do Polski 🙂

        • Ach Hamburg! Moje niespełnione marzenie ;). Chciałam tam jechać właśnie w grudniu, ale nie wyrobiłabym się już chyba wtedy na Święta. Chociaż z drugiej strony, miasto chyba prezentuje się dużo ciekawiej latem, prawda?

          • Marta Borkowska

            Za to ja poznałam ten dworzec bo parę lat temu spędziłam tam parę dobrych godzin czekając na przesiadkę 😛 Wracałam z koncertu Placebo w Dusseldorfie, po nocy na tamtejszym dworcu, ten w Berlinie to już był pikuś 😀 zajadałam się niedostępnymi jeszcze w Polsce truskawkowymi gumami Orbit i wyglądałam jak typowy żur ze zniszczonym papierowym rulonem – moją zdobyczą 😀 koncertowym plakatem zerwanym z jakiegoś ogrodzenia. I tu muszę stwierdzić, że nawet w przyklejaniu plakatów niemcy za przeproszeniem nie dają tyłka 😀 Robią to tak porządnie, że trzeba się napocić, żeby zerwać i do tego, żeby jeszcze trzymał się jakoś kupy 😛 więc pod spodem miałam z 3 warstwy innych 😀

          • tez mialam kiedys plakat z doklejonymi kilkoma innymi pod spodem 😀 ale zrywalam go w Polsce.

          • No tak, niemiecką myśl techniczną można znaleźć wszędzie :D. Ten dworzec w Düsseldorfie brzmi groźnie, miałaś tam jakieś przeboje?

          • Ja bylam zima i tez bylo pieknie. Dobrze wspominam to miasto. Musze sie jeszcze kiedys tam wybrac.

          • Masz na myśli Hamburg? Przyznam się Wam szczerze, że bałam się też trochę demonstracji Hooligansów, chociaż jakoś tuż po moim wyjeździe z Drezna odbył się tam też jakiś przemarsz.

          • Marta Borkowska

            Przepraszam za opóźnienie ale właśnie kończę sesję… i brakuje mi godzin w dobie 😉 Dworzec w Dusseldorfie nie był taki straszny, po prostu zmęczeni po całym dniu koczowania w deszczu pod halą a później po samym koncercie spędziliśmy noc na ziemi w zaułku dworca. Razem z innymi fanami pozwijani, poskręcani na czymś co przypominało wykładzinę 😛 dziwne miejsce, jakby trochę przygotowane na styranych koncertowiczów 😀 O dziwo nawet się nie bałam, bo atmosfera była zacna, ale zmęczenie dawało się we znaki i właściwie nawet nie pamiętam czy zasnęłam tam czy nie 😛

          • To niezłe mieliście przeboje. Z drugiej strony takie historie się potem najlepiej wspomina i opowiada przy ognisku/nad kuflem piwa :D. Nie jestem zwierzęciem koncertowym, przeraża mnie ścisk i brak możliwości ucieczki w razie czego, ale ludzie chodzą na koncerty przede wszystkim dla klimatu, więc rozumiem poświęcenie :).

            Trzymam zatem kciuki za sesję, toi, toi, toi!

          • Katarzyna Czyżycka

            Ciekawiej latem 🙂 zdecydowanie 🙂