Wyjazd do Drezna – grudzień 2013

5 , Permalink
Hi!
Dziś obiecany na Facebooku wpis o Dreźnie. Wyjazd wypadł dosyć spontanicznie, a wszystko przez, a może dzięki 😉 temu blogowi. Szukając materiałów na grudniowe wpisy trafiłam w kilku miejscach na informację o Dresdner Striezelmarkt, czyli (podobno) jednym z najstarszych Jarmarków w Niemczech. Niewiele się zastanawiając namówiłam najbliższych na wyprawę tuż przed samymi Świętami i bardzo się cieszę, bo udało mi się wreszcie odczarować Drezno.


W stolicy Saksonii byłam już kilka razy, ale ostatni był wyjątkowo pechowy (lato, zimno i marna pogoda, do tego zmęczenie i dziwne przygody), więc gdyby nie jarmark, Christstollenpewien niezwykły instrument to moja noga zbyt szybko by tam ponownie nie stanęła.

Z Torunia do Drezna jest ok 550 kilometrów i wbrew pozorom to nie jest jakoś strasznie daleko. Jak już się dojedzie do Gniezna, to potem jest już z górki – po drodze mamy jedną ekspresówkę i same autostrady, więc jeśli pogoda nam dopisze możemy dojechać do celu w ok 6 godzin.
My nasze zwiedzanie Drezna zaczęliśmy od miejsca, które jakiś czas temu Wam opisywałam, czyli od Kunsthofpassage. TU możecie sobie odświeżyć wpis, wrzuciłam tam swoje zdjęcia i go zaktualizowałam.
Potem pojechaliśmy na Bautzner Straße 79, gdzie znajduje się podobno najpiękniejszy sklep z nabiałem na świecie, czyli Dresdner Molkerei Gebrüder Pfund. Założyciel sklepu przybył w roku 1879 wraz ze swoją żoną Mathilde i sześcioma krowami do miasta i postanowił otworzyć tu sklep, w którym miał zamiar sprzedawać świeże mleko. Ponieważ w tamtym czasie mleko przybywało do Drezna w otwartych pojazdach i w ogóle nie było schłodzone, to świeże mleko prosto od krowy, a dodatkowo możliwość podglądania na żywo jak się je produkuje sprawiły, że sklep zrobił oszałamiającą furorę. Dziś w sklepie nie widać już dojenia, można za to kupić sery, alkohole na bazie mleka, kosmetyki mleczne oraz pamiątki ze sklepu. My kupiliśmy Milchgrappa i blaszaną pocztówkę, którą będzie można zobaczyć dziś na moim Instagramie. Oprócz suwenirów można posmakować serów wraz z winem oraz podziwiać piękne kafelki, którymi wyłożony jest CAŁY sklep! Wielka szkoda tylko, że jest zakaz robienia zdjęć w środku. Ja zachowałam się trochę nieelegancko i strzeliłam dwa zdjęcia przez okno, żebyście mogli zobaczyć jak to mniej więcej wygląda:
Molkerei Gebrüder Pfund w Dreźnie
Molkerei Gebrüder Pfund w Dreźnie
Po drodze do hotelu przejechaliśmy obok Yenidze, czyli dawnej fabryki tytoniu, która została zbudowana ok 1909 roku. W tamtym czasie nie wolno było stawiać fabryk w centrum miasta, więc sprytny właściciel wymyślił sobie, że jego budynek nie będzie wyglądał jak typowa fabryka. Na pamiątkę miasta (wtedy osmańsko-tureckiego, dziś greckiego), z którego tytoń sprowadzano budynek nazwano właśnie Yenidze i wybudowano go w kształcie meczetu. Dziś można znaleźć tam biura, a pod kopułą znajduje się restauracja z najwyżej położonym ogródkiem piwnym w Dreźnie.  

Po krótkim odpoczynku w hotelu ruszyliśmy na Stare Miasto zwiedzać Jarmarki Bożonarodzeniowe. Na wpis o nich zapraszam wkrótce na bloga.

Źródło:
http://www.pfunds.de/historie.php
http://www.kuppelrestaurant.de/historie.php

  • Bardzo zaciekawił mnie ten mleczny sklep. Mam nadzieję, że będę mogła się tam kiedyś wybrać. Ciekawi mnie Drezno, bo każdy, kto był w tym mieście, bardzo je chwali.

  • Jo

    A ja jakoś nie mogę się wybrać do Drezna, ale słyszałam wiele nieciekawych rzeczy, mianowicie, że jak całe Niemcy są bardzo przychylnie nastawione do Polaków, to mieszkańcy Drezna i okolic są bardzo anty. Kolega się tam przeprowadził – ze znajomością niemieckiego, wykształcony i z doświadczeniem zawodowym i uciekł po roku z konkretną traumą…

    • Nie znam nikogo, kto by tam mieszkał, ale słyszałam, że Drezno to taka cicha neofaszystowska mini stolica. Nie wiem, ile w tym prawdy, ale to chyba w tamtejszym Landtagu neonaziści mają najwięcej przedstawicieli w całych Niemczech. Wiesz, wschód nadal jest dosyć biedny w porównaniu do zachodnich Niemiec, dodaj do tego tłumy Polaków wypełniające opuszczone niemieckie wioski w byłym NRD i problem z Polakami gotowy.

      Nie zmienia to jednak faktu, że Drezno warto odwiedzić, a tamtejsze jarmarki to najlepsze na jakich do tej pory byłam

  • Mieszkam tu od ponad 2 lat i nie spotkałam się z żadną niechęcią. Uwielbiam to miasto, jego zabytki, a na jarmarki to czekam już od dwóch miesięcy. Choć muszę przyznać, że słyszałam trochę historii o neofaszystach i generalnie zamknięciu saksończyków na obcych. Słynne zdanie „Wir sind in Deutschland! Wir mussen Deutsch sprechen!” kiedy próbujesz się z nimi dogadać po angielsku.

    • Poruszyłaś ciekawą kwestię, muszę się nad nią chwilę zastanowić i napiszę post na ten temat na blogu. Jeśli chodzi o wrogość wobec Polaków, to dużo zależy od środowiska, w którym się przebywa. Z tego co widziałam, to chyba jesteś studentką, a uniwerki i szkoły wyższe zazwyczaj nie dopuszczają do szykanowania studentów z innych państw i rasizmu.