Dresdner Pflaumentoffel

Pamiętacie mój wpis o śliwkowych ludzikach z Frankfurtu – Quetschemännchen? Wędrując po jarmarku Striezelmarkt w Dreźnie zauważyłam, że na niektórych stoiskach są sprzedawane podobne ludziki, również ze śliwek. Wizualnie różniły się trochę od tych z Frankfurtu – prawie całe były z ciemnych suszonych śliwek, miały srebrny kołnierz i wyglądały jak miniaturki kominiarza. Nie widziałam też wersji żeńskiej:


No i ta nazwa – Pflaumentoffel. Die Pflaume to wiadomo, że chodzi o śliwkę, ale der Toffel? Wg Dudena jest to regionalny wyraz oznaczający prostaka/fajtłapę.

Na jednej z tabliczek wyczytałam, że te śliwkowe ludziki nawiązują do małych chłopców, którzy wg zezwolenia z 1635 roku mogli pomagać w Saksonii przy czyszczeniu wąskich i wysokich kominów (der Schornstein, die Schornsteine). Najczęściej byli to siedmio-, ośmioletni chłopcy pochodzący z sierocińców (das Waisenhaus, die Waisenhäuser). Praca była ciężka (schwer) i brudna (schmutzig). Chłopcy nosili dla ochrony peleryny (der Umhang, die Umhänge) z kapturami (die Kapuze, die Kapuzen).

Jak widać tego typu ludziki można znaleźć na niemieckich jarmarkach niezależnie od lokalizacji ;). Na Dresdner Striezelmarkt był nawet specjalny tematyczny domek dla dzieci, w całości poświęcony Pflaumentoffelowi (który kojarzy się teraz wyłącznie jako Glücksbringer):

Spodobał Ci się ten wpis? Polub zatem mojego bloga na Facebooku i obserwuj go na Bloglovin!

  • Nie znalam szczerze mowiac… na poludniu chyba nie ma ludzikow z jedzenia 😉 Pozdrawiam!

    • Ja też nie kojarzę żadnych ludzików z Konstancji i Heidelbergu, z drugiej jednak strony nie rozglądałam się za nimi ;).

  • W mojej części Niemiec też nie ma czegoś takiego

    • We Frankfurcie, Norymberdze i Dreźnie są. W Berlinie w tym roku też ich nie widziałam.

  • Dobre zdjęcia. A taki słodki przysmak z suszonych śliwek dobrze robi na trawienie 🙂